Słowo (np. pizza):
Miasto:

Jesteś w > Regiony > Bielsko - Biała > 100 lat temu na Podbeskidziu > Wieniec i Pszczółka nr 27 - 3 lipca 1910 rok

Wieniec i Pszczółka nr 27 - 3 lipca 1910 rok

Kolejny artykuł opisujący wydarzenia, jakie miały miejsca na terenie Podbeskidzia sto lat temu. Powstał on w oparciu o informacje zamieszczone w polskim Tygodniku Wieniec i Pszczółka nr 27, którego założycielem był ks. Stanisław Stojałowski.
Zanim jednak drogi czytelniku zagłębisz się w lekturę musisz wiedzieć, że wspomniany tygodnik, był organem partii ks. Stojałowskiego i wyrażał poglądy i opinie środowisk z nim związanych. Nastawiony był on na budowanie i organizowanie polskiego życia narodowego na terenie Podbeskidzia, a co za tym idzie był bardzo krytyczny w stosunku do Niemców i Żydów.
Trzeba o tym stale pamiętać zapoznając się nie tyle z samymi faktami, ale z komentarzami do przedstawianych wydarzeń. Jednak powyższy tygodnik, jest prawdziwą kopalnią informacji o tym, co działo się na naszych terenach sto lat temu. Niewybredny zaś czasami język i ostre komentarze pozwalają nam zobaczyć cząstkę historii widzianą przez pryzmat chrześcijańskich socjalistów oraz poczuć gwałtowność starć narodowych jakie w tym okresie miały miejsce.

Jacek Kachel

Zdjęcia

W lipcu 1910 roku prasa najwięcej miejsca poświęca obchodom grunwaldzkim. Równie dużo na swoich łamach poświęcił tym wydarzeniom tygodnik ks. Stanisława Stojałowskiego. Jednak nr 27 „Wieńca i Pszczółki”, który ukazał się z datą 3.07.1910 w dziale regionalnym rozpoczął się od ostrzeżenia przed cholerą.
- Starosta bialski przestrzega w ostatnim „Dzienniku urzędowym na miesiąc czerwiec wszystkie zwierzchności gminne oraz przełożenstwa obszarów dworskich przed możliwemi przy czynami przewleczenia i zagnieżdżenia się cholery, która się pojawiła w guberniach rosyjskich na granicy Galicyi i Bukowiny.
Osobny dodatek tegoż „Dziennika urzędowego" zawiera same pouczenia jak przy pierwszych objawach tej zarazy postąpić należy. Ponieważ wszystkie gminy i obszary dworskie w powiecie bialskim otrzymują ze Starostwa po jednym egzemplarzu „Dziennika urzędowego", byłoby rzeczą bardzo pożądaną, by zwierzchności gminne ludność na osobno w tym celu zwołanych zgromadzeniach o tem pouczały. Bardzo często się bowiem zdarza, że są takie gminy w powiecie bialskim gdzie nawet wójt lub pisarz gminny nadesłanego „Dziennika" wcale nie czytają, ale jak nadejdzie tak go składają na kupę. [1]

Ważną informacją gospodarczą była wzmianka o konflikcie robotników z właścicielami fabryk.  Zapowiedziany przez fabrykantów i Bielska-Białej lokaut czyli zamknięcie wszystkich fabryk sukienniczych, skończył się dzięki energicznej akcyi chrzęść, organizacyi robotniczej tylko na afiszach i samem zapowiedzeniu. O przyczynach sporu pisaliśmy w zeszłym numerze i dzisiaj i obowiązku słuszności prostujemy niektóre niedokładności dzienników:
I tak pisze świadomie nieprawda „bielsko-bialski ancajgejr", że robotnicy, sztrejkujący w apreturze „Mänharda Molędy- podjęli pracę bez wszelkiego zastrzeżenia (bedingungslos), czyli że się zdali na łaskę — niełaskę fabrykantów, gdyż przeciwnie „związek fabrykantów zgodził się na rewizyę taryfy pracy im z roku 1907 we wszystkich apreturach bielsko-bialskich i o ile komisya kontrolna uzna w danej apreturze zarobki niewystarczające, to bezwarunkowo poprawione zostaną.  W skład tej komisyi wchodzą mężowie zaufania robotników, przedstawiciele organizacyi chrzęść, zawodowej i przedstawiciel związku fabrykantów. Ze Ancajger pisał fałszywie to się można z tego przekonać, że komisya ta faktycznie jut w poniedziałek 27. czerwca apretury obeszła i przedwstępne badania i kroki poczyniła. Tak samo bezczelnie okłamały swoich czytelników hakatystyczna „Ostschlesische Zeitung i arbajtiowska socyalistka „Bieltzer Volksstimme".
Taki sam grzech popełnił „Głos narodu”, bo podany mu telefonem w piątek 24. czerwca przez nasz chrzęść, sekretaryat robotniczy komunikat o szczęśliwym zakończeniu sporu świadomie sfałszował; przemilczał bowiem, że ks. Stojałowski poseł wniósł w sprawie zapowiedzianego lokautu we wtorek 21. czerwca w parlamencie interpelację, podpisaną również przez przezesa Koła polskiego Dr. Głąbińskiego, a nadto interweniował w ministerstwie handlu Dr. Weiskirchnera. Do tej akcyi przyłączyli się posłowie z stronnictwa chrześ. społecznego Dr. Gessmann i Kunschak. „Głos narodu" zaś przedstawił sprawę tak jakoby tylko obydwaj posłowie chrzęść, społeczni Gessmann i Kunschak za tą sprawą byli chodzili, a natomiast zasługi ks. posła Stanisława Stojałowskiego uznać nie chce. Tak żadna uczciwa gazeta nie postępuje, a tera mniej powinien na takie drogi się puszczać katolicki?! „Głos narodu”.
[2]

Gazeta informuję, że  Bufetem w „Domu polskim" zarządza od 1. lipca b. r. nasz współbrat p. Rudolf Bieniek z Rychwałdu. Jest on wyuczonym rzeźnikiem i dlatego też bufetowi oraz wszystkim członkom związków chrzęść, wielkie usługi będzie mógł oddać. Komika gospodarcza „Domu polskiego" prosi wszystkich robotników chrzęść, członków naszych związków o jak najsilniejsze poparcie bufetu w „Domu polskim". Ceny za trunki i jedzenia umiarkowane w każdym razie nie wyższe niż gdzie indziej. Zgromadzenia robotnicze będą się odtąd znowu odbywały w „Domu polskim" w każdy piątek. Początek o godzinie 6l/2 wieczór. Zgromadzenia te są bardzo ważne ze względu na obecny ruch cennikowy pomiędzy robotnikami z apretur bielsko-bialskich. [3]

Najwięcej jednak miejsca tygodnik poświęca sprawą grunwaldzkim.
Kraków. Krajowy Komitet Grunwaldzki, zastanawiając się nad kwestyą aprowizacyi tłumów, przybywających na Zjazd Grunwaldzki do Krakowa, postanowił na wniosek Akademickiego Koła T. S. L. w Krakowie urządzić dla tych tysięcznych tłumów kuchnię polową. Kuchnia ta umieszczona w dużym prowizorycznym budynku przy ulicy Żabiej pomieścić zdoła około 500 osób jednorazowo, tak, że przez 3 godziny przesunąć się przez nią może 5.000 osób. Koszta całodziennego utrzymania wyniosą K 1. 30 hal. (śniadanie 20 hal., obiad 70 hal., kolacya 40 hal.) Ponieważ liczba 5000 osób będzie zapewne cząstką tylko zgłaszających się do kuchni, koniecznem jest jak najszybsze zgłoszenie liczby osób, chcących z tej kuchni korzystać do Komitetu pod adresem: Akademickie Koło T. S. L. Sekcya aprowtzacyi, ul, Jabłonowskich 10. Stałe dyżury 11 — 12 rano. Za- l mówienia ostatecznie muszą być zadatkowane w wysokości 50%.
Koło Akademickie T. S. L, któremu Komitet Grunwaldzki cały zarząd kuchnią polecił, tylko w tym wypadku mnie brać na się zupełną za kuchnię odpowiedzialność, jeżeli zamówienia i zgłoszenia nadejdą w odpowiednim czasie.
Wiadomości wydawnicze. W roku bieżącym przypada wielkiej doniosłości rocznica. Cała Polska gotuje się do godnego obchodu tej uroczystości. Wszędzie czynią starania, by uświetnić pięćsetlecie chwili, kiedy potęga krzyżacka złamana padła pod mieczami zbratanych narodów —. Polski i Litwy.
I słusznie się dzieje. Dzień 15. lipca 1410 r. — jako dzień pobicia Krzyżaków pod Grunwaldem i Tannenbergiem — to jedna z najważniejszych chwil historyi naszej. W dniu tym wstrzymano na 400 lat napór germański, zdążający ku wschodowi.
Stało się to zaś dzięki najlepszej i najzasłuźeńszej z królowych polskich — Ja(...).
[4]

Obchody grunwaldzkie!
Z niewymowną radością widzimy, że jak kraj nasz długi i szeroki, po miastach i miasteczkach, odbywają się wszędzie ożywione, uroczyste obchody grunwaldzkie* na pamiątkę zwycięstwa króla Jagiełły nad odwiecznym wrogiem Polski i Słowiańszczyzny — nad niemieckim zakonem krzyżackim. Opisów tych uroczystości nie możemy niestety podawać, bobyśmy nie mogli ich w gazetce pomieścić. Podaliśmy tylko opis z sąsiedniego nam Żywca i podamy jeszcze w następnym numerze opis uroczego obchodu w naszych kresowych gminach-Szczyrku, Łodygowicach i Buczkowicach.
Wspaniały był obchód we Lwowie w dniu 29 czerwca, w którym wzięli udział wszyscy policy biskupi lwowscy: ks. Arcyb, Bilczewski odprawił mszę św. polową, a przemawiali ks. arcybiskup ur, Teodorowie* i biskup Bandurski.
Piękne też były obchody w Rzeszowie, Chrzanowie, Jaworznie, Trzebini, Oświęcimiu itd. itd.
Najwspanialszym bez wątpienia będzie obchód w Krakowie w dniach 15, 16 i 17 lipca, na który oczekują przybycia rodaków ze wszystkich zaborów, oraz delegatów innych narodów słowiańskich
. [5]
Str. 423

Ciekawy artykuł przedstawiający stosunki społeczno polityczne na terenie Wilkowic umieściła gazeta w dziale łączności z czytelnikami. Tam umieszczono następującą korespondencje:
Dwa programy — dwie idee wystąpiły w ostatnią niedzielę 3. lipca na zewnątrz w naszych Wilkowicach i pokazały dostatecznie do czego dążą  Socyalni demokraci bowiem zjechali się z  okazyi poświęcenia ich nowo założonego konsumu spółkowego. Zaszczycili nas swą obecnością nietylko głowacze Ignacy Daszyński, Szałaśny, Arbeitel, ale i cały tuzin czerwonych żydków z Bielska z kilkudziesięciu towarzyszy z Lipnika A muzyki, mimo wystrzałów moździerzowych, tych tak ponętnych wabików ludzkiej  głupoty, zeszło się z Wilkowic zaledwo 60 i paru, a całej tańczącej, hałasującej hałastry naliczyłem do setki. Po wygłoszeniu przez żydka Arbajtla teoryi o małpiem pochodzeniu człowieka przyszło do bijatyki, po której znowu pili l hulali. Napiętnować Jeszcze musimy, że Michał Szkaradnik nietylko źle zrobił, że tym bezbogom wynajął stancyę na pomieszczenie konsumu, ale zezwolił, że socyalni - demokraci wywiesili swój czerwony sztandar na olszy ponad wizerunkiem Matki Boskiej. Wszyscy byliśmy na tę zniewagę strasznie oburzeni. Wywiesili zaś swoją czerwoną szmatę dla tego na tej olszy, na której od dawnych lat znajduje się obraz Matki Boskiej, aby przy musić wracających z Hałcnowa pątników, a przywykłych do oddawania należnej czci Matce Boskiej na tem miejscu, do odkrywania głowy przed ich sztandarem. To bezczelnie podłe postąpienie łotrów czerwonych względem katolickiego i polskiego nasz lud im nie zapomni. Michałowi Szkaradnikowi za przyczynienie się do tej podłoty należy się publiczna wzgarda a wszystkim polskim robotnikom, ochrzczonym w Kościele Chrystusowym, a zapisanym u tych bluźnierców i szydzicieli z naszych polskich chrzęść, zwyczajów hańba, a po-trzykroć hańba tym, którzy jeszcze do kościoła chodzą, a po nabożeństwie szatanowi socyaldemokratycznemu na publicznych zgromadzeniach świeczki świecą i hołd oddają.
Niema atoli złego, coby na dobre nie wyszło. Kilku obałamuconym otwarły się oczy i przyszli zaraz do naszej chrześcijańskiej .”Bratniej pomocy" i dali się wpisać na członków. W tym samem bowiem dniu odbywały się również uroczyste przenosiny sklepu „Bratniej pomocy" z domu Szymona Dutki do domu Maryanny Bindowej niedaleko dworca kolejowego. Przy tej okazyi zebrała się spora liczba członków w nowym lokalu, do których przemówił p. Fr. Ruda z Białej o programie, celu i dążnościach „Bratniej pomocy". Nowych członków wstąpiło 12 Wydział „Bratniej pomocy" wniósł podanie do c. k. Starostwa w Białej, że z dniem dzisiejszym otwiera handel towarami mieszanymi. Na razie będzie sklep „Bratniej pomocy” otwarty we wtorek, czwartek, sobotę i niedzielę wieczór. Da Bóg, że jak się wspomożemy to będziemy mieli sklep stale otwarty. Sklepikarzom obraliśmy powszechnie znanego z swej rzetelności pana Jana Koniora Uchwaliliśmy również, że przy końcu roku wypłacimy każdemu członowi dywidendę w stosunku do pobranych towarów Postanowiliśmy również urządzać co miesiąc zgromadzenia członków, a w najbliższym czasie wycieczkę, i zabawę; latową Jakoś ta nasza „Bratnia pomoc" dobrze idzie i pomyślnie się, rozwija ; powołała do życia „Kółko rolnicze", wyposażyła je w własny dom i, teraz przenosi swą działalność w dolną część gminy, ,i „Kółko rolnicze" niechaj pracuje w górnej części ; we wszystkich zaś sprawach społecznych gminnych, politycznych itd pójdzie „Kółko" z „Bratnią" razem, a żadna przemoc wroga, i bezbożników socyałów nas nie zmoże.
[6]

Obchód Grunwaldzki  Żywcu.

Żywiec to miasto dziś kresowe w calem tego słowa znaczeniu. Żywioł niemiecki rozpanoszył się w kuło bardzo i jest groźnym, bo mądrym i bezwzględnym przeciwnikiem.  Jag długo Żywiec był miasteczkiem   „galicyjskiem"   a   jego  mieszkańcy tylko obywatelami   austryjackim,   było  dobrze. Gdy jednak obudziło się uczucie polskie wśród dosyć obojętnych mieszczan i buchnęło jasnym płomieniem, padł na Niemców strach, że utracą   spokojną siedzibę i rozpoczęli bezwzględną walkę przeciw   Polakom,   licząc,    że   terrorem   zabiją odrodzone uczucia.
Zostawaliśmy tu wszyscy pod lakiem wrażeniem, nawiązując na wezwanie Związku sokolego z inicjatywy tutejszego Sokoła komitet do uczczenia rocznicy grunwaldzkiej. Komitet składał się i z. inteligencji i mieszczan, poszedł odrazu z rozmachem do pracy i doprowadził ją do przepięknego zakończenia. Komitetowi przewodniczył inż. Marek i mieszczanin Bielewicz, a ścisłemu p. Mokrański. Zaraz przyjęto projekt pomnika malarza Florkiewicza, który bezinteresownie zrobił model, plany i dozorowali budowy ; tablicę i orla na szczyt kolumny modelował p.  Szczepkowski. Składki popłynęły obficie i pomnik stoi.
Uroczystość rozpoczął wieczór zagajony przez drą Fonferkę, a wypełniony przez śpiewy chóralne, przedstawienie teatralne i śpiewy patryotyczne ogólne. Zebranie było niezwykle liczne i poważne.
Rano 29 czerwca zaczęły się zbierać na mieście tłumy ludu wiejskiego, który jako delegacye różnych stowarzyszeń i gmin przybył na uroczystość grunwaldzką w takiej liczbie, jakiej jeszcze w Żywcu nie było. Panował też zapał niebywały zwłaszcza, że dopisała wspaniała pogoda.
Po pobudce, którą odegrała muzyka Sokoła z Krakowa, uformował się olbrzymi pochód, rozciągający się na przestrzeni dwu kilometrów, który z konia prowadził p. Mokrański. Otwierała go banderya w przeszło 300 koni; za muzyką strażacką z Milówki szły straże pożarne z Cięciny, Milówki, Radziechowy, Rajczy, Łodogowic, Sporysza i t. d. z czterema sztandarami do 240 ludzi, dalej szkoły z gronami nauczycielskiemi, delegacye olbrzymie gminne z wieńcami, Kółka rolnicze, cechy, Sokoli w liczbie 140, oddziały żeńskie i kolarskie, T. S. L., grupa mieszczek żywieckich we wspaniałych a bogatych strojach (jeden strój wart śmiało 3000 K.), Komitet pań, Rada miejska i powiatowa, wreszcie komitet obchodowy. Pochód ten olbrzymi przeszedł we wzorowym porządku do kościoła, gdzie odprawił nabożeństwo ks. Satke, a kazanie wygłosił ks. Sadowski. Krakowski kardynał zakazał mszy polowej. Jaki tam miał powód to obojętne, ale nic obojętne, te kościołowi szkodę wyrządził. Lud bardzo sarkał, że nie mógł uczestniczyć w nabożeństwie, bo w takiej masie do kościoła się zmieścić nie mógł.
Po nabożeństwie lud ruszył pod pomnik, gdzie przemówił sekretarz komitetu prof. Biliński i oddał pomnik miastu. Po mowie marszałka powiatu drą Udzieli, przyrzekł burmistrz Żywca p. Minkiński, że pomnika tego, świadczącego o odrodzeniu się gorących uczuć patryotycznych   strzedz będzie.
Pomnik stoi na tle budynku Sokola i widoczny jest zaraz przy wjeździe do miasta. Robi imponujące wrażenie.
Popołudnie   rozpoczęło  się festynem na boisku sokolim, a zakończyło wspnniaemi ćwiczeniami sokolemi,  wśród   których najbardziej oklaskiwano wolne i ćwiczenia pań.
Uroczystość wypadła zatem wspaniale zrobiła nawet na Niemcach duże wrażenie powagą i ogromem uczestników Tylko na naszych c. k. Polaków nie zrobiło to wrażenia. Biedni oni. Kazały im kawki Lwowskie nie wzruszać się sprawami narodowemi, więc muszą być obojętni, choćby nie chcieli. Hej! Te kawki! Źywczanin.
[7]

W 1910 roku zmieniało się prawo związane z udzielaniem koncesji. Gazeta zwraca uwagę na zapis, który pozwala rozszerzyć gamę sprzedawanych towaró,w bez koncesji. — Z dniem 31. dnia br. upływa termin, w którym każdy prywatny człowiek, każde stowarzyszenie może wnosić do starostwa podanie o kartę przemysłową do wykonywania handlu towarami mieszanemi. Sprawa ta jest zwłaszcza dla naszych stowarzyszeń „Bratniej pomocy" bardo ważna. Od Nowego Roku będą bowiem mogły takie handle sprzedawać piwo butelkowe bez wszelkiej koncesyi. Po Nowym Roku zaś otrzyma taką kartkę przemysłową tylko osoba, posiadająca potrzebne wiadomości zawodowe, czyli kupczyki z egzaminem Jak się takie podania wnosi, służymy naszym czytelnikom bezpłatną poradą. [8]

„Wieniec i Pszczółka” zaprasza na zabawę do Lipnika.
Koło włościańskie T. S. L. w Lipniku urządza w dniu 17-go lipca b. r., w ogrodzie gopody gminnej w Lipmku. o 2 popołudniu Wielka zabawę na którą   wszystkich   najuprzejmiej   zaprasza. Różne niespodzianki:  Loterya fantowa, losy po 20  hal. — każdy los wygrywa. Poczta zakochanych i t.p.  Bufet w. własnym zarządzie zaopatrzony będzie w tanie, a dobre przekąski i napoje. Podczas zabawy przygrywać będzie orkiestra dęta. W razie niepogody zabawa odbędzie się w sali. Wstęp 50 h. od osoby. Czysty dochód na książki dla ubogich dzieci Goście z okolicy mile widziani Komitet. Zbiórka gości koło p. Kowalskiego o ½ 2  Nr. 183, skąd pochód wyruszy z muzyką do ogrodu. [9]

Przekazuję również alarmistyczną informacje ukazującą powiązania dyrekcji dóbr żywieckiego arcyksiążęcych z dotychczasowymi dzierżawcami. Warto zwrócić uwagę na niego, lecz trzeba pamiętać, że jest on tylko drobnym przejawem walki, jaka wtedy toczyła się o złamanie dotychczasowego monopolu.
Arcyksiążęca Dyrekcya popiera Żydów. Nic spodziewaliśmy się nigdy, by Arc. Dyrekcya w Żywcu zarażoną była takim żydowizmem Nie przypuszczamy, by to się dziać miało z wiedzą Jego Cesarsko Królewskiej Wysokości Arcyksięcia Stefana ; jest to sprawka jego dyrektorów i rozmaitych urzędników Dzisiaj przytaczamy dwa fakty. — W Międzybrodziu lipnickiem ma Arcyksiążę karczmę dzierżawiony obecnie przez żyda Winzera — gmina wniosła do Dyrekcyi podanie, że w razie sprzedaży tejże karczmy przystąpi również do kupna. Żyd Winzer podał wyższą ofertę, a  Dyrekcya nawet nie zapytała się gminy, czyby ona również nie dała tyle co żyd tylko żydowi Winzerowi karczmę sprzedała i nadto popiera jego koncesyę, mimo że opinia żyda Winzera jest w gminie jak najgorsza. -Jestto żyd lichwiarz i podjudza chłopów do procesów, płaci niektórym koszta procesowe, by tylko zgoda nie nastąpiła.
W Czańcu zaś ma Arcyksiążę kilka karczem i wielką osteryą. Otóż gmina czaniecka wniosła również   podanie do Dyrekcyi,   że w razie   sprzedaży,   ona   przystępuje   do   kupna,    l   rzeczywiście Dyrekcya sprzedała gminie starą budę za 2500 kor., która nic warta ani 300 koron, li tylko dla tego, że dwaj żydzi, a jeden z nich niejaki Gelter podali ofertę na 3000 i 3400 koron, więc Dyrekcya opuściła gminie 500 koron, ale gmina zastrzegła sobie   również pierwszeństwo kupna  osteryi,   leżącej   przy głównym    trakcie, zabudowaniami    prawie folwarcznymi, widką nową lodownią i morgiem dobrego gruntu.
Tutaj okazała się życzliwość Arcykstążęcej Dyrekcyi w całej pełni. Te, ostrryę, wartającą 2 razy tyle, sprzedano żydowi Gellerowi, propinatorowi za 10 tyś. złr; Samych zas chlewów i stodoły w tych rozmiarach nie wystawi dzisiaj nikt za to pieniądze, a gdzie lodownia, gdzie dom mięszkalny, gdzie całe obejście, gdzie mórg dobrego gruntu. Co do sprzedaży osteryi to Dyrekcya wcale gminę nie powiadomiła, że ją wogóle sprzedaje. Ta zbyt niska cena zdumiała wszystkich obywateli czanieckich i jest ogólne mniemanie, ze 10 tyś. wzięta Dyrekcya, a drugie tyle poszło na kubany dla urzędników arcyksiążęcych. Szczególnie zarządca Graf jest wielkim zwolennikiem żyda Gellera i jego publiczna opinia w gminie wskazuje jako na sprawcę.
Żyd Geller jest największym wrogiem ludu chrzęść, i polskiego i dzisiaj już pokazuje pazury Przez osterye prowadzi droga, przejazd do Soły i na 20 morgowe pastwiska gminne. Od niepamiętnych lat przejeżdżali tamtędy Czańczanie; żyd Geller kiedy tylko ją nabył, zamknął przejazd i zapowiada, ze kogo on będzie chciał to przepuści, a kogo nie to nie. No zobaczymy! Wola ludu jest, by Arcyksiąże Stefan kontrakt zawarty przez Dyrekcyę z Gellerem zerwał, osteryę gminie sprzedał, ho inaczej zdarzyćby się mogło, ze z całej osteryi nie pozostanie kamień na kamieniu, bo dość nam już takie Gellery, Winzery i inni  krwi wypili
Pod adresem zaś zarządców i Dyrekcy i Dóbr Arcyksiążęcych odzywamy, by z ludu chrzęść, i polskiego nie szydzili, żydów nie popierali na szkodę gmin, ludu i samego Arcyksięcia, bo inaczej biada im!
(Od Red. Podpisów nie zamieszczamy. bo nie chcemy nikogo narażać na szykany — radzimy wybrać się wprost w deputacyi do Arcyksięcia samego i jemu sprawę przedłożyć.
[10]

Opracowanie: Jacek Kachel
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
[1] „Wieniec i Pszczółka” nr 27, z 3.07. 1910, str. 410.
[2] „Wieniec i Pszczółka” nr 27, z 3.07. 1910, str. 411.
[3] „Wieniec i Pszczółka” nr 27, z 3.07. 1910, str. 411.
[4] „Wieniec i Pszczółka” nr 27, z 3.07. 1910, str. 411.
[5] „Wieniec i Pszczółka” nr 27, z 3.07. 1910, str. 423.
[6] „Wieniec i Pszczółka” nr 27, z 3.07. 1910, str. 425.
[7] „Wieniec i Pszczółka” nr 27, z 3.07. 1910, str. 425-426.
[8] „Wieniec i Pszczółka” nr 27, z 3.07. 1910, str. 426- 427.
[9] „Wieniec i Pszczółka” nr 27, z 3.07. 1910, str. 427.
[10] „Wieniec i Pszczółka” nr 27, z 3.07. 1910, str. 427-428
 
bladzmiana

Dodaj swój komentarz :

Temat:
Autor:
e-mail:
Wiadomość:
Wybierz temat
1
1


Powiadom mnie o nowościach:
Statystyka
Ilość artykułów:207
Wieniec i Pszczółka nr 27, Bielsko-Biała, ks Stojałowski, Beskidy, zabytki, witamy, muzea, historia bielsko, willkommen, zabytkowe cmentarze, tego już nie ma, zasłużeni mieszkańcy, zabytki bielsko, książki i albumy o mieście, ciekawostki z miasta, warto zobaczyć bielsko, ważne daty, rynki i place, angielski bielsko, szkoły językowe bielsko
Czas generowania strony: 0.099 s